Majorka 16-25.10.2022

 

Wyjazd z Kielc Grupy naszych studentów w ilości 33 osób nastąpił tuż po północy z 16/17 października 2022. Granicę Polski przejechaliśmy w Kudowie. Dalej trasa prowadziła przez Czechy i Niemcy. Do Francji dotarliśmy późnym wieczorem gdzie w miejscowości Belfort zatrzymaliśmy się w hotelu na nocleg.  Drugi dzień zaczął się od przejazdu przez Francję. Po jakimś czasie dotarliśmy do Pirenejów i niebawem okazało się, że jesteśmy w Hiszpanii. Do Barcelony dotarliśmy o takim czasie, że można było jeszcze objechać miasto, zobaczyć kilka ciekawych miejsc, zrobić zdjęcia, a nawet przejść się na wieczorny spacer po miejscowym deptaku. W Barcelonie przesiedliśmy się na prom, gdzie rozlokowano nas w 4-osobowych kabinach przypominających trochę kolejowy wagon sypialny i ...wypłynęliśmy w morze. Można było naturalnie wyjść na pokład i oglądać oddalające się światła Barcelony.  Trzeci dzień zaczął się głośnym komunikatem, że za pół godziny będziemy dobijać do portu.  Po opuszczeniu promu ruszyliśmy w dalszą drogę. Pierwszym celem podróży po Majorce był punkt  wyspy najdalej wysunięty na północ - Cap de Formentor.  Punkt widokowy położony wysoko w górach na stromym wybrzeżu wart był tego żeby się na niego wspiąć.

Kolejnym etapem była Alcudia - miasto pełne historii. Zachowane zostały tu ślady starożytności, a także średniowieczne mury obronne i zabytkowa zabudowa miasta. Alcudia to również miasto współczesne, rozbudowane wzdłuż morskiego wybrzeża. Dzień zakończył się w małej miejscowości S’Illot, położonej na wschodnim wybrzeżu wyspy. Tu zakwaterowaliśmy się w hotelu. Hotel o nazwie Playamar zrobił dobre wrażenie, a szczególnie kolacja, powiedziałbym nawet bardzo dobre!

Czwartego dnia po obfitym śniadaniu, wyjechaliśmy do Valldemosa. To urocza miejscowość górska, związana z osobą Fryderyka Chopina, który spędził tu zimę, ponad 180 lat temu w wynajętych celach klasztoru Kartuzów. Zwiedziliśmy więc pomieszczenia klasztorne, park wokół klasztoru z pomnikiem Chopina i wysłuchaliśmy półgodzinnego koncertu jego muzyki. Można powiedzieć, że Chopin jest nadal w Valldemosa.

Kolejno udaliśmy się do nadmorskiej miejscowości Port d’Andraitx położonej na południowo zachodnim skraju wyspy. Przejazd górską drogą wywoływał emocje, podobnie jak wczorajszy przejazd do Cap de Formentor. Jazda po serpentynach w górach to rzecz dla ludzi o mocnych nerwach i samochodów z dobrymi hamulcami.  Port d’Andraitx to miasto portowe. W porcie setki jachtów: żaglowych, motorowych, dużych, małych, do wyboru, do koloru. Po powrocie do hotelu w S’Illot czekały na nas wyborne dania obiadokalacji a potem dyskoteka na której nasza wycieczka nadała ton zabawie, wciągając do tańca kogo się dało.
Piąty dzień - wyjazd do stolicy Palma de Mallorca - miasta rozciągniętego nad Zatoką Palmową.
W zabudowie wyróżnia się średniowieczna gotycka katedra, której ogromna ciemna sylwetka kontrastuje z bielą pozostałej zabudowy. Wnętrze katedry jest równie imponujące jak jej widok z zewnątrz. Wysokość nawy głównej – imponująca, 44 m. Uwagę przyciągają liczne kolorowe witraże i rozety oraz wielki, żelazny baldachim z podwieszonymi latarenkami,  zaprojektowany przez Antonio Gaudiego. Następnym punktem zwiedzania miasta było jego centrum z manierystycznym ratuszem, licznymi kamieniczkami o niezwykłej architekturze i głównym placem miejskim.  Z rozgwaru i szumu centrum  pojechaliśmy do Zamku Pięknego Widoku – Castell de Belver położonego na wzgórzu, z którego roztacza się rzeczywiście piękny widok na całe miasto.

Czekała nas tego dnia jeszcze jedna atrakcja, mianowicie degustacja wina. Wyjechaliśmy więc z miasta i po jakimś czasie znaleźliśmy się w prawdziwej winnicy. Oprowadzała nas po niej urocza gospodyni i przewodniczka, która ze szczegółami objaśniła proces wytwarzania wina. Po degustacji kilku rodzajów wina można było zakupić i wino i oliwę oraz wiele innych z winiarstwem związanych gadżetów.

Dzień szósty upłynął pod znakiem smoka i pereł. W miasteczku Porto Cristo znajdują się jaskinie noszące nazwę Smocze Jaskinie - Cuevas del Drach. Są one jedną z najważniejszych atrakcji turystycznych Majorki. We wnętrzu jaskiń ukryty jest ogromny akwen podziemny, uważany za jedno z największych jezior podziemnych na świecie. Wrażenia estetyczne płynące z oglądania tego podziemnego fenomenu wzmocnione zostały kilkunastominutowym koncertem zespołu kameralnego usadowionego na łodziach i nastrojową iluminacją.

Następnym punktem dnia była wizyta w fabryce sztucznych pereł. Fabryka znajduje się w Manacor.  Proces produkcji można było obejrzeć, no i oczywiście można było kupić coś co „wpadło w oko”.  Po zwiedzeniu fabryki i dokonaniu zakupów dzień zakończył się kolacją w hotelu, a po kolacji, jak zwykle, dyskoteka.

Siódmy dzień wypadał w niedzielę. Na śniadaniu mieliśmy coś w rodzaju małej rewii wczorajszych perłowych zakupów. Pokazały się nam prawdziwe Perłowe Damy. Byliśmy pod wrażeniem.  Dzień przeznaczony został na rejs wycieczkowym statkiem po morzu. Pogoda była słoneczna, powiewał lekki wiatr od morza, warunki były więc idealne.  Po skompletowaniu pasażerów popłynęliśmy wzdłuż wybrzeża. Wybrzeże obfituje w wydrążone przez morze jamy i jaskinie, zapewniając niezwykłe widoki i obiekty do fotografowania.

W pewnym momencie statek zatrzymał się w sporej odległości od brzegu i kapitan ogłosił półgodzinną przerwę na pływanie w morzu. Chętnych nie brakowało. Można więc było zejść do wody po drabince, a można było zjechać po specjalnej zjeżdżalni. Przyznać trzeba, że członkowie załogi statku i kapitan osobiście nadzorowali te pływackie igraszki w morzu. Tak więc nikt się nie utopił i po pływackiej przerwie popłynęliśmy dalej  do Porto Cristo.  Ponieważ miasteczko było wyludnione i senne, chyba z powodu niedzieli, większość z nas spędziła ten czas na plaży.  Dzień ósmy był ostatnim dniem pobytu na Majorce, przeznaczony więc został na ostatnie zakupy i plażowanie. Mieliśmy wśród nas naprawdę oddane idei plażowania i pływania zwolenniczki. Można powiedzieć Syreny. Świętokrzyskie Syreny. Trudno im było z wody wyjść.  Dziewiątego dnia o godzinie dziewiątej (!) nastąpił wyjazd do Palma de Mallorca na prom. Tym razem rozlokowano nas w salach wyposażonych w wygodne fotelowe siedzenia i wielki ekran telewizyjny. Był też czynny bar, sala restauracyjna, oraz pokład z leżakami, stolikami i krzesełkami. W Barcelonie obserwowaliśmy niełatwy wcale zjazd autokaru z promu. Na szczęście nic się nie urwało. Powrót tą samą trasą przez Hiszpanię, Francję, Niemcy i  Czechy do Kielc trwał długo, 35 godzin.
Jako podsumowanie powiem tylko - warto było, mimo wszystko!

                                                                                                 Zdzisław Sobura

 

Foto: Janina Łucak